Inkluzja zaczyna się w głowie

Trzy lata temu Polska ratyfikowała Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, co wiązało się z bardzo obiecującymi zmianami w zakresie modelu kształcenia dzieci z niepełnosprawnością. O tym, jak znaczące są te regulacje, a zarazem jak daleko jeszcze do ideału wypełnienia litery prawa wiedzą jednak przede wszystkim rodzice dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Czego dotyczy batalia o inkluzję w polskim systemie oświaty?

Zrozumieć potrzebę

Sprawa edukacji włączającej jest stosunkowo nowym tematem w dyskusji społecznej. Ciągle jeszcze w odpowiedzi na pytanie o inkluzję można spotkać się z konsternacją wynikającą z niewiedzy. Wydaje się, że najwięcej mogą powiedzieć bardziej aktywni rodzice, którzy szukają skutecznej metody na wspomaganie samodzielności i rozwoju swoich dzieci. Od kiedy Polska zobowiązała się do przyjęcia postanowień Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, jednoznacznie zadeklarowała konieczność wprowadzenia do systemu edukacji trzeciego modelu kształcenia tj. edukacji włączającej. Oznacza to otwarcie dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi kolejnej możliwości, a rodzicom danie rozsądnego wyboru szkoły, która w wysokim stopniu kształtuje jakość życia w przyszłości. To nowe rozwiązanie legislacyjne nie oznacza likwidacji szkół specjalnych. Jest to jednak kolejny krok w stronę lepszej edukacji po wdrożeniu szkół integracyjnych, będących przedsionkiem prawdziwej inkluzji. Celem podejmowanych działań jest stopniowe odchodzenie od modelu ekskluzywnego (segregacyjnego) na rzecz modelu włączającego, popularnego już w całej Europie.

Specjalnie czy integracyjnie?

Zanim zaprezentowana zostanie koncepcja edukacji włączającej warto nakreślić obraz dotychczasowych rozwiązań systemowych w obszarze kształcenia dzieci z niepełnosprawnością. Do tej pory preferowano dwie możliwości: szkoły specjalne oraz szkoły integracyjne. Te pierwsze zgodnie z zasadami mają oddziały o małej liczebności, przyjmują uczniów z podobnym rodzajem dysfunkcji, a kadra posiada kwalifikacje adekwatne do pracy z dziećmi o określonej niepełnosprawności. Na pierwszy rzut oka – miejsce idealne do rozwoju. Jednak bardzo dotkliwą wadą takich placówek jest fakt, iż dzieci zostają oderwane od swojego naturalnego środowiska, bardzo często uczęszczają do szkół znacznie oddalonych od domu, co oznacza osłabienie więzi rodzinnych i rówieśniczych. Ponadto kontakty społeczne zostają zawężone do osób z podobnymi ograniczeniami rozwojowymi, a tym samym dzieci takie pozbawione są stymulacji rozwojowej polegającej na naśladowaniu pozytywnych wzorców. Odrębną kwestią pozostaje problem stygmatyzacji społecznej dziecka i rodziny.


W odpowiedzi na tak postawione zarzuty ważnym rozwiązaniem systemowym było stworzenie szkół integracyjnych. Model ten zakłada edukację kilku dzieci niepełnosprawnych w grupie uczniów zdrowych, przy czym zaburzenia dzieci nie ograniczają się do jednego rodzaju niepełnosprawności. W tak zorganizowanej klasie pracuje nauczyciel wiodący odpowiedzialny za całość procesu nauczania oraz pedagog specjalny, który współpracuje z nauczycielem przedmiotu wspierając dzieci z niepełnosprawnością i troszcząc się o ich integrację z rówieśnikami. Jednak i tu pojawia się problem odległości dzielącej szkołę i środowisko rodzinne – lokalizacja szkół integracyjnych z założenia nie jest powszechna. Dodatkowo zauważa się małą efektywność oddziaływań w przypadku realizacji programu dostosowanego nie tyle do indywidualnych możliwości konkretnego dziecka, a do średniego poziomu wszystkich dzieci o różnych potrzebach edukacyjnych.

Trzecia droga
Kolejnym krokiem w stronę podnoszenia standardów w obszarze oświaty jest idea edukacji włączającej – otwierania szkół masowych dla dzieci ze specjalnymi potrzebami. Jest to forma kształcenia uczniów niepełnosprawnych w szkołach ogólnodostępnych, tak aby mogli oni chodzić do szkoły rejonowej lub innej, możliwie blisko miejsca zamieszkania, razem ze swoimi zdrowymi rówieśnikami. Dążenie do wdrożenia takiego rozwiązania oznacza konieczność zintensyfikowania działań zmierzających do zapewnienia uczniowi odpowiedniego wsparcia organizacyjnego, psychologicznego, pedagogicznego, które uwzględnia w procesie edukacji jego indywidualne potrzeby i możliwości. Jak zaznaczają eksperci z Ośrodka Rozwoju Edukacji ten model jest zdaniem zainteresowanych rodziców najbardziej korzystną opcją, ponieważ umożliwia dzieciom rozwój emocjonalny w naturalnym środowisku rówieśniczym. Niewątpliwie istotną zaletą jest tutaj możliwość czerpania wzorców z pozytywnego funkcjonowania dzieci, które rozwijają się prawidłowo w obszarze poznawczym i społecznym. Warto podkreślić, że inkluzja nie sprowadza się tylko do podwórka szkolnego, ale z założenia dotyczy życia w społeczeństwie.

Problem versus wyzwanie

Koncepcji edukacji inkluzyjnej nie sposób zrozumieć bez odniesienia się do celu edukacji w ogóle. W ujęciu całościowym kształcenie to nie tylko trening kompetencji obejmujących pisanie, czytanie, liczenie czy poznawanie środowiska naturalnego, ale także, a może nawet przede wszystkim uczenie bycia z ludźmi i dla ludzi – rozwój umiejętności życia w zróżnicowanym społeczeństwie. Takie rozumienie edukacji akcentuje otwartość na potrzeby każdego człowieka i konieczność indywidualnego podejścia do jego problemów zarówno w przypadku dzieci z określonymi dysfunkcjami jak i tych o nieprzeciętnych zdolnościach. Idea wydaje się szczytna, skąd więc kłopoty z jej wdrażaniem? O ile w teorii nie trudno się zgodzić z tezą, że edukacja inkluzyjna jest najlepszym z dotychczas zaprojektowanych rozwiązań, o tyle praktyczne ujęcie stosunkowo szybko zmusza do zadania wielu pytań i zgłoszenia wątpliwości. Z punktu widzenia dyrektorów szkół i nauczycieli inkluzja to ogromne wyzwanie wymagające niemałych nakładów finansowych i zastępów zaangażowanych w tą ideę ludzi. Należy pamiętać, że inkluzja obejmuje szerokie spektrum specjalnych potrzeb, co oznacza konieczność zastosowania przemyślanych metod wychodzących od diagnozy potrzeb i skupiających się mniej na wynikach, a więcej na poczynionych postępach. Tak rozumiana zmiana oznacza potrzebę odejścia od uczenia autorytarnego na rzecz edukacji humanistycznej. Można się domyślić, że to nie brak zasobów finansowych może się tutaj okazać największą trudnością.

Przewartościowanie szkoły

Momentem przełomowym w rozwoju inkluzji w oświacie byłoby z pewnością przekłucie problemu w zasób. Chodzi o nabranie przekonania, że włączanie uczniów z niepełnosprawnością w tryb szkół masowych to korzyść nie tylko dla tej grupy uczniów, ale dla całej społeczności szkolnej, która stanie oko w oko z integracją w samym centrum procesu edukacji. Celem nie jest bowiem uniknięcie trudności, ale podjęcie rozwojowego wyzwania, które zmieni szkołę na bardziej przyjazną i adekwatną do potrzeb wychowanków. Ciągle jednak pozostaje w społeczeństwie problem patrzenia przez pryzmat stereotypów i uprzedzeń, które w znacznym stopniu utrudniają wiarę w powodzenie edukacji włączającej. Jak podkreśla Dr. P. Mittler, jeden z twórców zasad inkluzji, „włączanie jest procesem, bardziej podróżą niż punktem przeznaczenia.” Być może należy więc skupić się bardziej na metodzie pracy niż na wynikach?

Mecenasi inkluzji

O tym, jak istotne jest działanie w oparciu o indywidualną strategię przekonuje Ewa Szostek – prezes skawińskiej Fundacji INKLUZJA – Edukacja Włączająca, jednocześnie mama Michasia – chłopca z Zespołem Downa. Dzięki przemyślanym, systematycznym oddziaływaniom, realizowanym w naturalnym środowisku ma on duże szanse na nabycie kompetencji społecznych i szczęśliwy rozwój. Brak rozwiązań systemowych związanych z edukacją włączającą w rejonie skłonił Panią Ewę do aktywnej odpowiedzi na ten problem. Rezultatem poszukiwań właściwego środowiska do rozwoju dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi była decyzja o założeniu przedszkola „Parkowe Skrzaty”, które mogłoby realizować ideę inkluzji. Aby edukacja włączająca mogła być efektywna, metodykę kształcenia opracowano od podstaw. Zastosowano w niej element behawioralny, tj. system motywacyjny oparty na pozytywnych wzmocnieniach, który jest skutecznym narzędziem aktywizowania dzieci upośledzonych intelektualnie oraz uczenia właściwych zachowań oraz mobilizowania do dyscypliny i samodzielności.

Powodzenie projektu pilotażowego w skawińskim przedszkolu otworzyło nowe możliwości wspierania dzieci z różnymi deficytami i nieprawidłowymi wzorcami zachowań. Przykład tej placówki wskazuje, że istnieje optymalne rozwiązanie odpowiadające na potrzeby dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Co więcej, jest to dziedzina, która się dynamicznie rozwija – potrzeba jednak ścisłej współpracy wielu specjalistów, aby mogła ona osiągnąć swoje apogeum. W tym celu Ewa Szostek powołała Fundację INKLUZJA, która łącząc sprawdzone metody z odpowiednimi elementami terapii behawioralnej tworzy metody pracy z dziećmi o specyficznych potrzebach.


Projekty realizowane przez tą organizację koncentrują się na wspieraniu więzi rodzinnych i społecznych dzieci z niepełnosprawnością poprzez włączanie ich w aktywne uczestnictwo w życiu społecznym oraz dążenie do możliwie pełnego usamodzielniania. W ramach swoich działań Fundacja INKLUZJA prowadzi szkolenia dla rodziców i pedagogów, planuje także pilotażowy program edukacji włączającej w szkole podstawowej i gimnazjum. Z pasją podejmuje także wszelką współpracę ze środowiskiem studenckim.


Przytoczony przykład daje nadzieję na przełom w oświacie, jeśli tylko idea znajdzie entuzjastów otwartych na innowacje. Doświadczenia europejskie pokazują, że edukacja inkluzyjna to szansa na dużą samodzielność osób z niepełnosprawnością. To także możliwość zbudowania świadomego społeczeństwa, które będzie traktowało obecność osób z niepełnosprawnością w sposób naturalny. Obecne przedszkolaki funkcjonujące w tym systemie z pewnością nie będą miały w przyszłości takich dylematów. Przygotowywane są bowiem do godnego i możliwie najbardziej samodzielnego życia w dorosłym świecie, natomiast ich rówieśnicy uczą się zasad inkluzji już od małego.

Elżbieta Konik